wtorek, 21 stycznia 2014

Podróż

Następnego dnia, byliśmy już w drodze do Londynu. Wyruszyliśmy dzień wcześniej, dlatego że powiedziano nam iż jednak prace zaczynamy jutro, a nie za kilka dni, więc szybko zapakowaliśmy się do wozu i ruszyliśmy. Pozostało nam już tylko półtorej godziny drogi, wyruszyliśmy o 6 rano, a była już dwunasta. Jechaliśmy wolno, bo ciężarówka co chwile nawalała i musieliśmy naprawiać. Jechałem na siedzeniu pasażera, a Rafe za mną. Billy coś ciągle opowiadał że mieliśmy farta, że od razu mamy prace. Nie bardzo go słuchałem. Miałem słuchawki, a Rafe był nie obecny myślami. Wkrótce moim oczom ukazał się Big Ben.
Billy zachwycał się widokiem. Może ja i Rafe też byśmy się zachwycali, gdyby nie to, że obydwoje mieliśmy zjebany humor. Doszło między nami rano do sprzeczki. Poszło o to, że Rafe nie chciał pożegnać się z Kate, nie chciał nigdzie wyjeżdżać, a my musieliśmy już jechać. Nie pogodziliśmy się jeszcze, dlatego całą drogę się do siebie nie odzywaliśmy.
 - No chłopaki. Na której ulicy mieszkacie? - zapytał podniecony Billy.
 - Eeem... Na  Whitehall.
 - O.. to nie daleko, zaraz będziemy.
 - Spoko.
 Rafe całą drogę przemilczał. Nawet gdy drzwi ciężarówki przytrzasnęły mu palce nie wydał z siebie dźwięku.
 - Twardy chłop.- Skomentował to wtedy Billy.
  Mężczyzna napierdalał jak katarynka, w pewnej chwili miałem go dość i straciłem cierpliwość.
- Billy! Stul mordę bo Ci przypierdolę!- krzyknąłem. Billy natychmiast ucichł, a mi zrobiło się głupio. Wyszeptałem "Sorry", ale on i tak się nie odezwał. Podrzucił nas pod samo mieszkanie, pomógł nam wyładować niektóre z przywiezionych rzeczy i odjechał. Wiedziałem że zrobiłem źle, ale przez tą całą sytuację z Rafe'em nie panowałem już nad sobą. Założyłem pozostawiony na chodniku plecak, a dwie torby wziąłem do ręki żeby nie torowały nikomu przejścia. Rafe chwycił swoje manatki i podeszliśmy do drzwi. Zgodnie z umową, miał w domu ktoś na nas czekać, żeby nas oprowadzić po mieście i odpowiedzieć na nasze pytania. Kiedy wyciągnąłem rękę, by zapukać ku mojemu szczeremu zaskoczeniu drzwi otworzyły się same. Spojrzałem pytająco na Rafe, ale ten tylko wzruszył ramionami. Przed nami, ukazała się smukła postać kobiety. Miała ok. 25 lat, długie blond włosy i niebieskie oczy. Miała dżinsy, biały T-shirt, marynarkę i buty na obcasie. Spojrzeliśmy po sobie z Rafe'em. Jeśli w grę wchodziła kobieta, on zawsze potrafił się ze mną pogodzić. Puścił mi oczko, a ja pokręciłem przecząco głową. Dobrze wiedziałem o co mu chodzi. Chciał mnie spkinąć z tą dziewczyną. Mowy nie ma! Przyjaciel nie próbował dalej.
 - Dzień dobry- przywitałem się.
 - Witam. Nazywam się Rosalie Winter. Jak mniemam panowie Rafe Medows i Liam McLoyd?
 - Tak. Miło panią poznać.
 - Zapraszam do środka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz