Chyba cię pojebało, pomyślałam. Ten dom był przeklęty. Nienawidziłam tego co się w nim znajdowało, łącznie z tym popierdolonym staruchem.
Rozejrzałam się po podwórku, w poszukiwaniu swojego psa.
- Chodź Marley, idziemy stąd.
Plusem w wychodzeniu z Marley'em, było to że nie potrzebowałam do tego smyczy. Marley posłusznie szedł przy mojej nodze. Tylko mnie się tak słuchał. Innych miał głęboko pod ogonem. Wyszliśmy za bramę ogrodzenia, a ojciec zrezygnowany wrócił do domu. Można powiedzieć, że ja i Marley, byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Mam go od 4 lat. Wciąż pamiętam dzień, w którym pojechałam z rodzicami udającymi szczęśliwe małżeństwo do hodowli i wybrałam najmniejszego z miotu. Sama jestem drobnej postury, tyle że jestem wysoka. Wybrałam go, bo tylko on wydał mi się wyjątkowy i to wcale nie dlatego że był najmniejszy. Po prostu pokochałam spojrzenie jego małych brązowych oczu.
Ojciec znów się najebał. Wpadł w furię i wyżywał się na mnie i na mamie. Dobrze że przynajmniej ja mogę wyjść. Mama siedzi na fotelu i wszystkiego wysłuchuje, potem płacze przez kilka dni. Ojciec się ogarnia i ją przeprasza. Tak jest kilka razy w tygodniu. Mama popadła w depresję, przez to że kilka lat temu dowiedziała się o tym że ojciec ją zdradza. Co najgorsze na pogrzebie jej mamy, z jej własną kuzynką. Ojciec ją przepraszał, ale nic to nie dawało. Na początku nie było tak źle jak jest teraz. Teraz gdyby nie to że w nią wmuszam nic by nie jadła, a kiedy się odezwie panuje w domu radość. Nie raz lądowała w szpitalu. Ale wypisywano ją po kilku dniach. Tata nie chcę jej oddać do szpitala psychiatrycznego bo to "zszarga jego dobre imię". Ja nie mam siły i nie wiem co mam już z tym robić. Często wychodzę z domu i zabieram wtedy ze sobą Marley'a, żeby on też nie musiał patrzeć na to co się tam dzieje. Praktycznie nie mam przyjaciół. Pozbyłam się ich wtedy, kiedy odkryłam że lecą tylko na moją kasę, a z chłopakami zrobiłam to samo. Jedynym facetem jakiem ufam, jest Marley. Potem jednak tam wracam. Nie mam w sobie na tyle siły, żeby zostawić mamę samą. Czasem kiedy ojciec jest zły, dochodzi do rękoczynów. Wyżywa się na mamie, jak na worku treningowym, a kiedy staję w jej obronie mi się dostaję. Ale już wolę ja dostawać, niż żeby ona. Ja się wyliżę, ale mama nie prędko.
Spacerując z psem, czuję jak problemy znikają. Nie raz kiedy wychodzę, nie ma mnie ponad kilka godzin. Wtedy uruchamiam wyobraźnię, a wszelakie smutki i zmartwienia znikają. Są tylko marzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz